Liczba 69 jest sumą znaczeń liczb 6 i 9. Pierwsza symbolizuje natchnienie i pomysły pojawiające się w naszym umyśle w chwilach relaksu, odprężenia i wewnętrznej harmonii. Liczba ta przypomina również swoim znaczeniem o konieczności wybaczania. Druga reprezentuje stan osiągnięcia pełni w jakiejś dziedzinie. Związana jest z wysokim poziomem rozwoju intelektualnego, emocjonalnego bądź duchowego. Daje kontrolę nad własnym losem i wpływ na losy innych ludzi. Jej znaczenie związane jest z wynalazczością, pomysłowością i skutecznością. Jest to liczba zamykająca cykl.
Liczba 69—to także graficzne zobrazowanie znaku Raka.
Dla nas to także współczesne yin i yang. Chcielibyśmy aby właśnie takie były tu wpisy :)


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fauna i Flora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fauna i Flora. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 maja 2014

Bez

Bardzo lubię bez... tzn. bzy, no ...  bzowe kwiatki i ten zapach... nie można ich kupić, nie ma nigdzie w sprzedaży. Dziś miałam szczęście i w drodze z pracy natknęlam się na ułamaną gałąź.. Pewnie jakiś amator bzów ją złamał, by dostać się do kwitnącej części ... w ten sposób zostałam posiadaczką kilku gałązek... pachną teraz majowo, chociaż za oknem wciąż zimno... mimo, że "zimna Zośka" za nami, wciąż odczuwamy ten przejmujący, zimny wiatr, brrr.... Czekam, aż zakwitnie mój bez za płotem, już niedługo -  mam nadzieję. 
Mamy już połowę maja, a nie można posiedzieć wieczorem na tarasie z lampką wina, bo jest zwyczajny...ziąb :)

A oto moja dzisiejsza zdobycz:  


P.S. Grzeszę teraz na całego, jedząc pizzę farmerską (z kurczakiem) zamówioną z Alicante (jest 21:40 ) i popijając winem czerwonym wytrawnym... Lubię BEZ :)

niedziela, 23 marca 2014

Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty !!!

Nie ma jeszcze za wiele kwiatów w ogródku, wszystko budzi się do życia...a ja już nie mogę się doczekać, dlatego przypomnę sobie wiosnę i lato z lat poprzednich, zapraszam: 















niedziela, 9 marca 2014

Wczesna wiosna w ogródku

 Sobota, po imprezie, żona na ćwiczeniach, słoneczko świeci, szkoda leżeć. Podjąłem się zadania posprzątania po zimie w naszym ogródku. Co prawda jest jeszcze wcześnie, ale na tyle ciepło, że życie w nim zaczęło się odradzać. Pierwszy sygnał jak zwykle dały krokusy, ale one już się budziły w grudniu:)
 Powycinanie starych krzaków, listków, zdjęcie fizeliny i ogólne doprowadzenie rabatek do umożliwienia prawidłowej wegetacji zajęło dwie godziny. A oto co ukazało się naszym oczom :

 Stanowisko krokusów

 Stanowisko tulipanów i lilii
 Rabatka pod oknem

 Hortensje

 Hiacynty

Zobaczymy jak przyspieszy wiosna za jakiś czas :)

wtorek, 4 marca 2014

Ogródek cd.

Mhm ... w tym roku znowu to nie ja wypatrzyłam pierwsze przebijające się krokusy, to mój ogrodnik o imieniu MaX. Z racji tego, że ma wychodne na taras kilka razy dziennie, może zaobserwować to i owo. Ja nie wychodzę zimową porą na taras, chyba, że z jakimś jedzonkiem, jak już w lodówce nie ma miejsca.
Pierwsze krokusy zakwitły 22 lutego ... 

a taki widok malował się ponad rok temu w Wielkanoc 2013: 


Oby to się nie powtórzyło... dosyć już tej zimy :)
Jeszcze tylko niecałe trzy tygodnie i mamy WIOSNĘ !!!



poniedziałek, 3 marca 2014

Ogródek

Spostrzegawczy już zauważyli, mamy ogródek przy mieszkaniu. 55 m2 dodatkowej przestrzeni intensywnie wykorzystywany przez sześć miesięcy w roku (czasami dłużej). Kupując mieszkanie chcieliśmy aby takie miejsce w naszej nowej przestrzeni życiowej się pojawiło.
Już w czasie prac remontowych, wykonywanych przez siły zewnętrzne, my zajęliśmy się naszą "ziemią". Uwierzcie, doprowadzenie tego co zastaliśmy do stanu możliwego obsadzenia, kosztowało nas bardzo dużo pracy. Deweloper nie postarał się i oddał w nasze ręce ziemię pełną gruzu i odpadków budowlanych o słabych właściwościach. Na szczęście rozpocząłem prace od wykopania rowów pod iglaki, czemu na szczęście, wiedziałem jak głęboko szukać gruzu i jak warstwa jest czymś co choć w niewielkiej mierze przypomina ziemię. Pod 30 cm warstwą był piach i trochę gliny. Oczywiście nijak miało się to do zapewnień dewelopera o jakości podłoża w ogródku.
No cóż trzeba było przekopać całą powierzchnię co najmniej na głębokość szpadla. Zajęło to dwa popołudnia w lekko padającym deszczu. Do uzupełnienia ziemi pod iglaki zużyliśmy 600 litrów, dotworzenie warstwy wierzchniej na całej powierzchni to około 800 litrów, no i 300 litrów na rabatki. Samochód przeżył parę kursów, a ja po pracy mogłem startować w zawodach strongmenów.
Zaprojektowanie ogródka na tak małej powierzchni nie było łatwe, tym bardziej, że sporą jego część postanowiliśmy pozostawić w formie trawnika. Wziąłem to na siebie, co oczywiście oznaczało konstruktywną krytykę i dziwne miny żony. Od północy jałowce, od wschodu tuje, to było proste. Od południa postanowiłem zaprojektować rabatkę złożoną z trzech półokręgów powiększających się wraz z odległością od tarasu. Z półokręgów wyszły półelipsy :) Mirka nie była zadowolona, już nawet nie z kształtów, co z samego pomysłu. A na różanecznik pod oknami kuchni zadała pytanie, czy kopię dla niej grób? Pasy dla iglaków i obie rabatki zabezpieczyłem taśmą rabatową, nie jako docelową, ale też się nie spodobała. Wszystko po to, żeby w czasie siania trawy nie zarastała ona tych miejsc, no i na rabatach była nadwyżka ziemi. 
Ponieważ prace w domu jeszcze miały potrwać, a mieliśmy kwiecień, zaczęliśmy od trawnika. Posadzony, co jakiś czas podlewany, już po miesiącu wyglądał w miarę w porządku. Niestety następnej zimy okazało się, że mieszanka nie jest najlepsza i dopiero na trzeci rok trawa wyglądała w miarę ok.
Czas może na małą prezentację jednego z zakątków tego niewielkiego poletka. W największej z półelips postanowiliśmy założyć rabatkę "skalną" zaadaptowaną do warunków. Podstawą był artykuł w gazecie, ale jak to w życiu bywa nie wszystko dostaliśmy a i koncepcja się zmieniała. Założenie podstawowe, rośliny dobrane tak, aby pasowały do siebie i kwitły następująco po sobie, lub w tym samym czasie. Więc tak:
1. W najdalszej części rabatki posadziliśmy irysy - pięknie kwitną, ale krótko.
2. Na przedzie fioletowe floksy.
3. Tuż obok malutki goździki wcześniej kwitnące w fiolecie i później białe.
4. W środku rabatki mamy tulipany, kwitnące jako pierwsze i lilie, jedna pomarańczowa (wcześniej) i biała (później kwitnąca).
5. Roślin kwitnące zamyka fiołek karpacki - kwitnący dwa razy w roku.
6. Całą kompozycję wieńczy sosna karłowata.
W tym roku ma wyrosnąć trzecia lilia, i oby tak się właśnie stało. Rabatka nie wymaga wiele pielęgnacji. Irysy rosną jak szalone. Floksy, trzeba wiosną przerzedzić, goździkom ograniczyć pole rozrostu, lilię po przekwitnięciu obciąć, fiołki dwa razy do roku zrównać z ziemią. No i oczywiście pielić.
A jak to wygląda, parę zdjęć chronologicznie do kwitnienia.:

Irysy, tulipany i floksy
Lilia wczesna
Fiołek karpacki
Lilia późna
Prawie cała :)

Powiem szczerze nie myślałem, że to miejsce stanie się naszą wspólną pasją, miejscem w którym oboje będziemy spędzać czas i bawić się pracą w nim, tęsknić za nim zimą i cieszyć oczy od wiosny do jesieni. Na ostatnim zdjęciu po lewej, niezapominajki, ale to już inna historia ....

    

niedziela, 2 marca 2014

Sonia

Nasza suczka wabi się Sonia i ma 6 lat. Wzięliśmy ją ze schroniska w Kokoszkach dokładnie 27 września 2008 r. w Rafała urodziny. Była na szczęście tylko 4 dni w schronisku, więc nie zaznała za długo życia w pieskiej komunie. Jakiś "ktoś" - (celowo z małej litery) zostawił ją przywiązaną do krzyża na rozstaju dróg nieopodal schroniska. 
Jak ją nam pokazano, trzymała się kurczowo ogrodzenia przednimi łapami i błagalnym wzrokiem przekazała nam to co najważniejsze - że ona chce do nas a my od razu wiedzieliśmy, że chcemy ją - to trwało ułamki sekund - MaX tylko spojrzał i zapytał: "I co ? " Moją odpowiedzią były oczy pełne łez. Ona nie szczekała, nie piskała jak reszta psiaków, tylko te orzechowe ślepka.
Miała wówczas 4 miesiące.
Dostaliśmy dokumenty adopcyjne, z zastrzeżeniem, że mamy obowiązek dokonać sterylizacji, co też uczyniliśmy w odpowiednim czasie.
Sonia jest psem wielorasowym z tendencją w kierunku sznaucerowatym :)
Bezwzględnie kocha swego Pana, mnie kocha jak jem paluszki słone, tudzież jabłka lub winogrona :) Wtedy jesteśmy przyjaciółkami. 
Nie chciała przez wszystkie swe lata nauczyć się "dawać głos", aż do ubiegłego roku - udało się to Rafałowi. Oczywiście kosztem były przeróżne smakołyki w różnych ilościach.
Pies śpi z nami, jesteśmy jej stadem i tak ma być. Od kiedy "pies mi mordę lizał" - nie mam problemu z wypryskami. Nie jest zatem prawdą, że pies roznosi zarazki i jest to niezdrowe i niehigieniczne. Takie jest nasze środowisko i dobrze jest :)
Sonia jest zwariowana za każdym razem jak wracamy z pracy, rytuał wygląda tak, że rzucam siatki z zakupami, torebkę i pędzimy na kanapę poprzytulać się i poczochrać :) Tak samo z MaXem, powitanie jest na zmianę raz z jednym raz z drugim: Panem i Pańcią :) 
Sonia jest psem wszystkożernym: zjada marchewkę, jabłka, ogórki, cebulę, winogrona i jabłka, paluszki, pistacje, nie pogardzi piwem i winem - mowa oczywiście o ilościach naprawdę symbolicznych :)