Liczba 69 jest sumą znaczeń liczb 6 i 9. Pierwsza symbolizuje natchnienie i pomysły pojawiające się w naszym umyśle w chwilach relaksu, odprężenia i wewnętrznej harmonii. Liczba ta przypomina również swoim znaczeniem o konieczności wybaczania. Druga reprezentuje stan osiągnięcia pełni w jakiejś dziedzinie. Związana jest z wysokim poziomem rozwoju intelektualnego, emocjonalnego bądź duchowego. Daje kontrolę nad własnym losem i wpływ na losy innych ludzi. Jej znaczenie związane jest z wynalazczością, pomysłowością i skutecznością. Jest to liczba zamykająca cykl.
Liczba 69—to także graficzne zobrazowanie znaku Raka.
Dla nas to także współczesne yin i yang. Chcielibyśmy aby właśnie takie były tu wpisy :)


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kulinarnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kulinarnie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Wigilijny sandacz

 Skoro powroty do pisania, to zacznę od Wigilijnego stołu. Od ostatniego wpisu sporo się nagotowało i sporo poeksperymentowało. Czasami połączenia smaków grały, czasami tworzyły symfonię, a czasami nadawały się do ....
 Na szczęście sandacz się udał i smakował i to nie tylko mnie :). Co do samej ryby w tradycji wigilijnego stołu, to przeszedłem chyba wszystkie etapy. Tradycyjnie ryba na ciepło, obok zupy jest podstawą tego świątecznego menu. Jeszcze u babci (nie)zasmakowałem w karpiu. Mimo wielu sposobów jego przyrządzania nigdy za nim nie przepadałem. Kiedy nadeszły czasy, że skupiliśmy się na spędzaniu Wigilii w rodzinnym domu, karpia zastąpił pstrąg. Tutaj czerpiąc z przepisu pozostałem przy tej potrawie lekko ją modyfikując. Pstrąg pieczony w naczyniu z pieczarkami i ziemniakami posypany wiórkami cebuli, to był mój smak przez wiele lat, oczywiście zawsze też grzybowa :)
  W tym roku tak się złożyło, że mogłem zaryzykować. Zostaliśmy w trójkę na wieczerzy, więc zarówno mama jak i żona wybaczyły by gdybym coś zepsuł. Sandacz to wyśmienita ryba, pamiętam ją jeszcze z czasów kiedy sam go łowiłem koło Twierdzy Wisłoujście czy w Sobieszewie.
  Ryba wybrana, teraz jak i z czym podać. Wigilijna potrawa nie może być przesadzona, zbyt wykwintna, no i ogranicza nas możliwość dodatków. Postawiłem na pieczone filety sandacza muśnięte sosem grzybowym z plastrami pieczonych buraków i pieczarce w całości (również pieczonej). Czego nam potrzeba:
- filety z sandacza
- duże pieczarki
- buraki
- sok z cytryny
- sól
- pieprz
- imbir
- kardamon
- lubczyk
- świeży rozmaryn
- masło czosnkowe
- 20 gram suszonych grzybów
- tymianek
- majeranek
- cukier

 Zacznijmy od buraków, w skorupkach do folii, 180 stopni i 1,5 godziny do pieca i gotowe. Nie solimy nie pieprzymy, same w sobie są bardzo smaczne. Przed samym podaniem obieramy, kroimy w plasterki i na chwilę do piekarnika.
 Rybę standardowo, umyć, posolić, skropić cytryną i do lodówki, przynajmniej na 2 godziny. U mnie były około 12 godzin, przyłożone do siebie stronami bez skóry. Jeśli aż tyle czasu w lodówce, trochę mniej soku z cytryny, ma ona właściwości palące delikatne mięso ryby, więc nie można przesadzić. Przed pieczeniem nacieramy pieprzem (świeżo mielonym), odrobiną imbiru, kardamonu i lubczykiem. Na koniec po plasterku masła czosnkowego i mamy półprodukt gotowy.
 Pieczarki, wycinamy nóżki, ale na tyle dokładnie, aby móc je ponownie osadzić. Po wycięciu, trochę soli, odrobina świeżo mielonego pieprzu, plasterek masła i zamykamy nóżkę. Półprodukt gotowy.
 Teraz sos, obawiałem się go najbardziej, nigdy jeszcze go nie robiłem i wiedziałem że nie jest łatwy. Nie można go było zagęścić, więc jedynym sposobem była maksymalna redukcja. Grzyby zalane wrzątkiem na parę godzin. Wlewamy wodę z grzybów do małego garnka i gotujemy, najpierw połowę. Grzyby kroimy w bardzo drobną kostkę i wrzucamy do wody. Odrobina soli, pieprzu, tymianku, majeranku i parę listków rozmarynu. Redukujemy, po czasie wlewamy resztę wody ze sparzonych grzybów, redukujemy dalej, aż będzie gęsto :) Na koniec na wyłączonym już "gazie" odrobina masła, masło oprócz zagęszczenia nadaje ładny połysk. Cukier, czemu się pojawił, zredukowany sos był aż cierpki, smaczny, pachnący ale jednak cierpki. Szczypta cukru załatwiła sprawę.
  Pieczemy. Piekarnik 180 stopni, na naczyniu żaroodpornym bez przykrycia układamy rybę i pieczarki. 25 do 30 minut i gotowe. Na wierzchu położyłem jeszcze gałązki rozmarynu, co za aromat i zapach. nie zapomnijmy o zagrzaniu buraków i sosu. Podanie, jak poniżej :





Smacznego, nie tylko na Wigilię :)

niedziela, 3 stycznia 2016

Makowiec doskonały

Różne makowce smakowaliśmy w życiu: mamy, babci, teściowej, sąsiadki i z cukierni. Ostatnio usłyszałam od cioci Joli, że mój jest o niebo lepszy nawet od tego z " Sowy". Trochę mi zajęło czasu stworzenie przepisu idealnego, z połączenia tych najlepszych, jakie fruwają w niezliczonych ilościach w necie. Clou makowca to oczywiście mak. Najlepiej mielony samodzielnie i nigdy, przenigdy gotowiec z puszki, ŻADEN ! Puszkowe niby - maki posiadają śmieci w postaci niby cukru, niby tłuszczu, niby miodu... emulgatory, substancje stabilizujące, aromaty identyczne z naturalnym, syrop glukozowo - fruktozowy...  Już cena puszki maku mówi sama za siebie, ale cóż, są rzesze nieprzekonanych i niech jedzą co chcą ;)
 Od 3 lat kupuję mak mielony BackMit, bez substancji konserwujących, świeży, po zmieleniu natychmiast zamykany. Pięknie pachnie po otwarciu a po dodaniu odpowiednich, prawdziwych składników  tworzy masę doskonałą. Makowce piekę dwa razy w roku: na Boże Narodzenie i na Wielkanoc. Zawsze cztery sztuki :)

 CIASTO DROŻDŻOWE:

- 1 kg mąki
- 1 szkl. cukru
- 1 szkl. mleka
- 250 g masła
- 10 dag drożdży
- 4 żółtka
- 1 łyżeczka soli
- kilka kropli zapachu waniliowego

MASA MAKOWA:

 - 1 kg maku BackMit
 - 1 litr mleka 3,2 %
 - 500 g cukru
 - 50 g cukru z prawdziwą wanilią
 - 125 g masła
 - 5 łyżek miodu ze sprawdzonej pasieki
 - 10 łyżek stołowych rumu w kolorze karmelowym
 - 100 g rodzynek 
 - skórka pomarańczowa
 - cynamon 
 - 4 białka

+ 1-2 dodatkowe białka do smarowania ciasta

PRZYGOTOWANIE:

Masę makową przygotowuję w przeddzień pieczenia makowców, żeby wszystko się dobrze "przegryzło". 
Do 5 litrowego garnka wlewam mleko, cukier, cukier z prawdziwą wanilią, masło, miód, rum, cynamon i rodzynki. Skórka pomarańczowa/cytrynowa może być, ale nie musi, może zostać do ozdobienia wierzchu ciasta. Całość krótko gotuję, dosypując po trochu mak, mieszam, aż masa napęcznieje. Cały czas smakuję masę, czy aby nie jest za mało miodu czy cukru. Można trochę dodać tego lub tego... 
Mam zawsze ... bardzo miły wieczór, po smakowaniu łyżkami tej masy...

Mak odstawiam do ostygnięcia pod przykryciem, chowam przed samą sobą, np. na taras, by za dużo nie zniknęło do następnego dnia :)

Ciasto drożdżowe:

Mleko podgrzewam, ale nie zagotowuję i rozpuszczam w nim drożdże z 1-2 łyżeczkami cukru. Przykrywam ściereczką i zostawiam do wyrośnięcia. 
Gdy drożdże nie pracują, nie rosną, to nie próbuję "mimo wszystko" dalej wykorzystywać ich do ciasta, bo "może się uda". Potem są zakalce, bo rzekomo stare drożdże i inne tłumaczenia... Można też zniszczyć drożdże, gdy użyte mleko jest za gorące lub za zimne... gdy nic nie wyrasta, wówczas kupuję nową paczkę świeżych drożdży "Babuni" i próbuję jeszcze raz.
W tym czasie gdy drożdże rosną, rozpuszczam w garnku masło i zostawiam do przestygnięcia. Żółtka ubijam z cukrem. 
Do dużej miski przesiewam mąkę, dodaję żółtka z cukrem, przestudzone masło, wyrośnięte drożdże, sól  zapach waniliowy.Wyrabiam ręcznie tak długo, aż wszystkie składniki się połączą i ciasto zacznie odchodzić od ręki. Tak przygotowane ciasto przykrywam ściereczką i odstawiam do wyrośnięcia.

Zajmę się teraz ponownie masą makową. Z pozostałych 4 białek ubijam pianę i delikatnie mieszam ją z masą makową.

Na stolnicę lub matę silikonową wykładam 1/4 część ciasta i rozwałkowuję cienki placek w kształcie prostokąta, smaruję delikatnie białkiem i wykładam masę makową, którą też smaruję delikatnie białkiem, by mak nie odchodził od ciasta po upieczeniu.
Zawijam ściśle makowca, przekładam na wysmarowany masłem pergamin, zawijam delikatnie rogi nad ciastem, pozostawiając luz na wyrastanie.
Odstawiam w ciepłe miejsce, by jeszcze trochę podrosły i zabieram się za koleje makowce, wykorzystując całe ciasto i cały mak. Powinny wyjść z tych składników 4 sztuki.
Ustawiam piekarnik  na 180 stopni C i piekę około godziny, do zbrązowienia skórki z wierzchu.

Można zrobić lukier: 150 g cukru pudru, 2-3 łyżki soku z cytryny i 1-2 łyżki gorącej wody.

Posypać skórką pomarańczową lub płatkami migdałowymi.

Gdy mam zamiar zamrozić makowca, wówczas nie robię lukru, bo popęka w zamrażalniku.


Smacznego !!!











sobota, 9 maja 2015

Cukinia - zapiekanka

Cukinię można grillować, smażyć, albo zapiec np. z nadzieniem z sera koziego. Szybki obiad w paręnaście minut. Polecam Paniom i Panom też, mąż nawet spróbował :)

Składniki:
1 cukinia
1 pomidor malinowy (najlepiej małe koktajlowe, ale nie miałam :( )
2 ząbki czosnku
ser kozi
oliwa z oliwek
zioła prowansalskie

Przygotowanie:

Cukinię myjemy, przecinamy wzdłuż i łyżką wydrążamy gniazda nasienne.
Następnie smarujemy oliwą wnętrze "łódki" i oprószamy ziołami prowansalskimi.
Rozgrzewamy piekarnik góra - dół do 180 C.
Ser kozi kroimy w kostkę, obtaczamy w ziołach i układamy na cukini, tak samo pomidor - kroimy w kostkę i kładziemy na serze. Czosnek najpierw miażdżymy, potem drobno kroimy i dodajemy na wierzch. Całość posypujemy ziołami.

Pieczemy ok. 15-20 minut i gotowe :)
SMACZNEGO !




sobota, 21 lutego 2015

Sałatka surimi

Już o tym wspominałam, że nie lubię marnować żywności...stąd też pomysł na wykorzystanie pozostałych po kręceniu sushi - paluszków o smaku krabowym - surimi. Nie wiem, czemu tak lubię ten produkt, ani w nim za wiele ryby a tym bardziej kraba za to wyczuwam coraz więcej cukru (chociaż cukier pewnie za drogi, jakaś substancja słodząca musi być, baaardzo niezdrowa, a jak ! ) 
Potrzebne składniki to:
  • makaron ryżowy
  • kilkanaście paluszków surimi
  • ogórek świeży
  • ananas z puszki
  • koperek
  • majonez
  • sól i pieprz do smaku




Makaron jest bardzo długi. więc żeby nie było problemu z jedzeniem, łamiemy go na kilka części lub przecinamy nożyczkami (najlepiej kuchennymi a nie takimi, którymi podcinamy... coś tam ;)...
Następnie zalewamy go wrzątkiem na kilka minut lub gotujemy 5-6 minut w zależności od przepisu podanego na opakowaniu.  Odcedzamy, przepłukujemy zimną wodą i odstawiamy do przestudzenia.
Dodajemy odsączone kawałki ananasa, pokrojonego w kostkę ogórka i pocięte  w cząstki paluszki - nazwijmy je ładnie - krabowe :) Makaron ryżowy jest mdły i bez smaku, więc musimy dobrze doprawić całość pieprzem i solą.
Dodajemy 1-2 łyżki majonezu, trochę soku z zalewy ananasowej i dokładnie mieszamy. Na wierzchu posypujemy obficie posiekanym koperkiem. Schładzamy w lodówce.
U nas w domu  tylko Rafał ze mną je tę sałatkę, ani Maciek ani Mariusz nie dają się skusić. Trudno, nie nalegam, więcej dla nas :)
Zdaję sobie sprawę z marności tego przepisu, ale czasami jak coś nam zostanie, warto zrobić takie właśnie proste danie będące odmianą dla kanapeczek z serem i pomidorem :)

Smacznego !






środa, 18 lutego 2015

Łosoś marynowany w soku z pomarańczy

 Dawno nie pisałem, ale w końcu mnie naszło i coś skrobnę. Ten przepis miałem już zamieścić zaraz po świętach, ale musiałem sprawdzić, czy aby na pewno warto i sporządziłem to danie raz jeszcze, sprawdzając na konsumujących czy warto :)
 Pomysł pojawił się przed Wigilią, miałem zrobić "drugą" rybę, bo pierwszą był karp, za którym nie przepada dziadek. Ponieważ cała kolacja była u nas, szukałem czegoś co nie zajmie dużo pracy w natłoku innych obowiązków.  
 Dobra zaczynamy od składników, po pierwsze łosoś, najlepiej filet bez skóry, jeśli ze skórą, radzę zdjąć, łatwiej przechodzi marynatą. Pomarańcze, a właściwie sok z nich wyciśnięty, gruba sól i pieprz świeżo mielony, oraz goździki.Spytacie tak niewiele, odpowiem tak, to wystarczy.


Łososia kroimy na właściwe kawałki, posypujemy solą i pieprzem i układamy w naczyniu, zalewamy sokiem z pomarańczy i wsypujemy goździki. Odstawiamy do lodówki na 2 godziny.


 Po tym czasie wyciągamy gada z lodówki, zlewamy sok, pozostawiając mgiełkę na spodzie. Wstawiamy do nagrzanego do 130 stopni piekarnika na 10 do 15 minut, w zależności od grubości fileta. Krótko, ale łosoś po pobycie w marynacie jest już lekko "ugotowany" :)


 To wszystko. Prosto, bez zbędnych bajerów i czynności, a smak naprawdę przedni. Choć nie jestem smakoszem owoców doprawiających mięsa, nawet rybie, to to połączenie zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Ryba jest smaczna z lekkim aromatem i posmakiem pomarańczy, a do tego soczysta.
Smacznego.
 

poniedziałek, 9 lutego 2015

Chałka - Miruchałka :)

Spontanicznie, bez zbędnych przygotowań, powstała wczoraj pierwsza chałka - Miruchałka :)
A wszystko z żalu, przed mającą zmarnować się odrobiną drożdży po przygotowaniu 4 krążków pizzy. 

Ze 100 g kupionych drożdży do pizzy użyte zostało 60 g... reszta z reguły dokonywała żywota wysychając na lodówkowej półce ... ale nie tym razem :)
Przechodząc do konkretów, podaję co potrzeba:

  • 40 g drożdży :)
  • 200 ml mleka
  • 500 g mąki
  • 60 g cukru
  • szczypta soli
  • 100 g masła
  • 16 g cukru wanilinowego lub z prawdziwej wanilii
  • 2 jajka + białko

Do wykończenia chałki Miruchałki:

  • 1 żółtko
  • 1 łyżka mleka
  • migdały blanszowane,siekane (do kupienia np.w Auchan)
Wykonanie:

Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową, wyjmujemy je z lodówki ok. 1 -2 h przed przystąpieniem do pracy. Nawet mąka powinna być "ogrzana" nie za zimna, ale nikt z nas nie trzyma jej w chłodnej komórce tylko z reguły w szafce kuchennej...
Drożdże kruszymy i rozpuszczamy w lekko podgrzanym mleku (100 ml) - pozostałe 100 ml "ogrzewa się" na blacie kuchennym w szklance.
W dużej misce mieszamy przesianą mąkę, cukier i sól. Robimy dziurkę w kopczyku i zalewamy mieszanką mleka z drożdżami.Mieszamy lekko łyżką, przykrywamy lnianą ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 15 - 20 minut do wyrośnięcia. Ja wstawiam taką mieszankę do piekarnika, gdy był lekko ciepły po pieczeniu pizzy...Do zimnego też można, ale konieczne jest przykrycie z góry ściereczką.
Teraz możemy rozpuścić masło i lekko je przestudzić. 
Gdy minie wyznaczony czas wyrastania ciasta, wlewamy przestudzone masło do masy, dodajemy pozostałe na blacie kuchennym 100 ml mleka, cukier wanilinowy bądź z prawdziwą wanilią oraz jajka i białko.
Wyrabiamy ręcznie ciasto na gładką, elastyczną masę, odchodzącą od rąk.
W zależności od rodzaju mąki -  i wielu innych czynników, o których nie mam pojęcia -  należy podsypywać trochę mąki, gdy masa klei się zanadto... moja akurat była bardzo puchata i musiałam sporo podsypać, zanim uzyskałam pożądaną gęstość ciasta. W tym cała sztuka, by nie zostawić za rzadkiego albo nie przedobrzyć i nie zrobić twardej skały....

Gdy już jesteśmy pewni, że to jest to :) odkładamy ciasto ponownie do wyrośnięcia na 25-30 minut. (Moje - znów do piekarnika).
Następnie wykładamy ciasto na stolnicę lub matę silikonową, podsypujemy lekko mąką, by się nie kleiło i dzielimy na 6 części. Zwijamy z nich długie rurki (prawie jak ciasto na kopytka) i następnie 3 rurki - wałki sklejamy u góry a dalej zaplatamy jak warkocz -  mamy jedną chałkę  - Miruchałkę gotową. Z pozostałymi 3 rurkami robimy tak samo. 
Włączamy piekarnik na 200 C.
Warkocze przekładamy do blachy wyłożonej papierem do pieczenia i rozdzielamy zwiniętym papierem, żeby się nie posklejały.
Znowu przykrywamy ściereczką na 10 minut, by trochę podrosły, już nie do piekrnika, bo ten się grzeje.
Tuż przed włożeniem do pieczenia smarujemy wierzch ciasta roztrzepanym żółtkiem z mlekiem i posypujemy migdałami (można makiem,sezamem, co kto lubi). Pieczemy 25 minut góra - dół, sprawdzając suchym patyczkiem w 25 minucie, czy nie ma nic wilgotnego. Gdy patyczek jest suchy,  wyjmujemy i czekamy aż przestygnie - u mnie z reguły ten moment trwa bardzo krótko - muszę spróbować i już ! :)

Wybornie smakuje z zimnym mlekiem, kawą zbożową, posmarowana masłem, dżemem lub też wytrwanie  -  z serem żółtym.... 
SMACZNEGO !





sobota, 7 lutego 2015

Galantyna drobiowa :)

Na prośbę Karoliny i Ewy opiszę pokrótce jak przygotowuję galaretę z mięsem drobiowym.
Danie, które znika z lodówki bardzo szybko, bo można je jeść przez cały dzień, tzn. i na śniadanie i jako przekąskę i na kolację... i później... :)

Składniki:
-2 pojedyncze piersi z kurczaka
- 2 udka z kurczaka
- włoszczyzna
- 4 jaja
- groszek zielony
-ziele angielskie, liść laurowy, sól, pieprz
- cebula
- pietruszka zielona
- żelatyna

Sposób wykonania:
Nastawiamy 2,5 l wody, wkładamy umyte pod bieżącą wodą kawałki kurczaka,dodajemy przyprawy. Po zagotowaniu zdejmujemy szumowiny, zmniejszamy ogień i dodajemy po chwili obrane warzywa. Jak mamy gaz -opalamy przez chwilę cebulę, jak nie mamy, wrzucamy obraną, ma spowodować, że wywar będzie klarowny.
Po 3 kwadransach wyjmujemy ugotowaną marchewkę, resztę warzyw zostawiamy. Wywar - rosołek nadal sobie "pyka".
W tym czasie gotujemy na twardo jajka, odcedzamy z puszki groszek, opłukujemy zieloną pietruszkę i następnie osuszamy ją.
Przygotowujemy małe filiżanki, miseczki, bulionówki, coś w czym galaretka ma zastygnąć. Wykładamy na dnie listki zielonej pietruszki, kilka groszków zielonych, ćwiartki jajka i marchewki pokrojone w talarki.
Gdy mięso jest ugotowane, wyjmujemy je, żeby przestygło. W tym czasie  odcedzamy wywar przez sitko, żeby był czysty, bez kawałków rozgotowanej włoszczyzny, ziela i innych  mętów. Odmierzamy 2 l wywaru i wsypujemy do gorącego żelatynę (2 paczki  Dr Oetker) mieszając aż do całkowitego rozpuszczenia. Pozostałą część pysznego rosołku wypijamy (ok. 2 szklanek).
Obieramy mięso ze skór i innych zbędnych elementów. Uzupełniamy pojemniki, w których są już pozostałe składniki naszej galantyny. Na koniec zalewamy wywarem z żelatyną i po przestygnięciu wstawiamy do lodówki na całą noc. Rano - pałaszujemy, z octem lub jak kto woli - z sokiem z cytryny :)

SMACZNEGO !!!

Acha, można dodać czerwoną paprykę, pokrojoną w paski, bądź kosteczkę, niektórzy dodają kukurydzę, co kto lubi, byle pojemnik pomieścił. Osobiście lubię, jak jest dużo mięsa, bo to galaretka drobiowa a nie sam rosół zastygnięty....



poniedziałek, 24 listopada 2014

Owsiane ciasteczka

Specjalnie dla Ewy O., spełniając Jej prośbę, publikuję najszybszy, najtańszy i najłatwiejszy przepis na jesienną zachciankę na słodkie :)

Odmierzamy 250 g płatków owsianych, które prażymy na suchej patelni, aż się lekko przyrumienią.
Następnie po przestygnięciu przesypujemy do miski i dodajemy 3 łyżki miodu (aktualnie mam miód rzepakowy, zakupiony w Fitness Leon), łyżkę masła i 2 jajka w całości. Wszystko dokładnie mieszamy do połączenia składników. Można dodać kilka ziaren słonecznika, uprażonych na patelni lub nie, jak kto woli. Wykładamy łyżką na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i formujemy okrągłe ciasteczka. Pieczemy 12 -15 minut w 180C. Moim wystarczy na drugi raz 10 minut, bo były lekko "przyjarane" :)
Można eksperymentować dodając trochę kakao, orzechów czy innych ulubionych bakalii.

Smacznego !




niedziela, 24 sierpnia 2014

Jagodzianki z borówką amerykańską

"A kiedy dzień nadchodzi - dzień nadchodzi, idziemy na jagody - na jagody..." i tu się obudziłam, bo nie mam jagód, a borówkę amerykańską kupioną w Auchanie :)
Jednak w niczym nie ustępuje naszym leśnym jagódkom, smakuje w cieście drożdżowym bardzo podobnie...

Składniki:

1/2 kg mąki pszennej
3 żółtka
100 g masła
30 g drożdży
1/2 szklanki cukru (można dodać trochę więcej, jak lubicie słodkie ciasta) 
2/3 szklanki mleka
1 łyżka cukru z prawdziwą wanilią (lub ekstraktu waniliowego)
starta skórka z połowy cytryny
szczypta soli

nadzienie:

2 szklanki jagód
3 czubate łyżki cukru pudru

do posmarowania:

4 łyżki mleka

Lukier :

2 szklanki cukru pudru
2 łyżki wrzącej wody
2 łyżki soku cytrynowego

Wykonanie:

Jagody myjemy krótko, odsączamy na sitku, następnie osuszamy na ręczniku papierowym.
Drożdże rozcieramy z łyżką cukru i 4 łyżkami letniego mleka i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na ok. 10 minut.
Pozostałe mleko podgrzewamy z masłem, aż do rozpuszczenia i odstawiamy do przestudzenia.
Do miski przesiewamy mąkę z solą, dodajemy mleko z masłem, cukier, wyrośnięte drożdże, żółtka, cukier z prawdziwą wanilią i skórkę z cytryny.
Mieszamy dokładnie do połączenia składników i przykrywamy serwetką na 15 minut do wyrośnięcia.
Następnie wyrabiamy ciasto na stolnicy (macie silikonowej), przez krótką chwilę, formujemy kulę i odstawiamy z powrotem do miski do wyrośnięcia na 40-60 minut (do podwojenia objętości).
Gdy ciasto wyrośnie, dzielimy na pół i formujemy dwa wałki a potem każdy kroimy na 8 plastrów. Formujemy z nich placki o średnicy ok. 12-14 cm, nakładamy na każdy porcję jagód z cukrem pudrem i zawijamy, formując bułeczkę.
Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, do dołu miejscem sklejenia.
Ponownie odstawiamy na 15 minut celem wyrośnięcia. W tym czasie włączamy piekarnik na 180 C.
Podrośnięte jagodzianki smarujemy mlekiem i wstawiamy do gorącego piekarnika i pieczemy ok. 15-20 minut, aż się ładnie zarumienią. 
Jagody potrafią wyciekać z bułeczek, gdy jest ich za dużo, albo gdy ciasto nie jest za dobrze sklejone w miejscu łączenia.
Nie przeszkadza to w niczym, smaczna jest taka masa zdzierana nożem z papieru (oczywiście, gdy przestygnie).
Na koniec ciepłe bułeczki smarujemy lukrem zrobionym z połączenia w miseczce składników podanych powyżej.

Najbardziej smakują mi, gdy są jeszcze ciepłe i obowiązkowo z kubkiem zimnego mleka :)





Smacznego !

niedziela, 13 lipca 2014

Drożdżówka z dużą ilością kruszonki

Placek drożdżowy to idealny deser w lecie, kiedy mamy rabarbar, truskawki, jagody, maliny, porzeczki, borówki, jeżyny, czy śliwki...  długo by wyliczać, wszystkie te owoce nadają się do tej drożdżówki, nawet te najkwaśniejsze jak rabarbar świetnie się sprawdzają :)

Składniki

CIASTO:
  • 3,5 szklanki mąki
  • 3,4 szklanki cukru
  • szklanka mleka
  • 4 jaja (3 żółtka i jedno całe)
  • 50 g świeżych drożdży
  • 1/3 kostki masła
  • owoce (wyżej wymienione)
KRUSZONKA:
  • szklanka mąki
  • szklanka cukru
  • pół kostki masła
Do garnuszka wlewamy trochę mleka, podgrzewamy lekko, dodajemy łyżkę cukru i wkruszamy drożdże.
Mleko nie może być za ciepłe ani za zimne, musimy metodą prób i błędów osiągnąć ten stan, w jakim drożdże najlepiej lubią wzrastać:)
Przykrywamy serwetką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Do drugiego rondelka wlewamy pozostałe mleko i dodajemy masło. Mieszamy i czekamy aż się rozpuści i krótko zagotuje. Następnie odstawiamy do ostudzenia najlepiej do zlewu z zimną wodą.
Do sporej miski wrzucamy całe jajko, trzy żółtka i cukier.
 
(Wczoraj, jak robiłam tę drożdżówę zapomniałam o cukrze... dałam tylko łyżkę cukru do wyrośnięcia drożdży a potem nic.... rosło sobie wyrobione ciasto pod serwetką w misce.... gdy zorientowałam się czego nie dałam, wyjęłam z miski i  szybko zaczęłam "wtłaczać" w kulę ciasta przepisowy cukier i po jakimś czasie udało się i ciasto wyszło, a smakowało tak, że dzisiaj piekłam następne... bo wczorajsze zniknęło :) )
 
Po wymieszaniu jajek z cukrem :)  dodajemy przesianą mąkę, wlewamy ostudzone mleko z masłem i wyrośnięte drożdże.
Teraz następuje ulubiony przeze mnie element zabawy z drożdżowym - wyrabianie ciasta. Ugniatamy, podrzucamy, uciskamy, uderzamy, aż kula osiągnie elastyczną  strukturę. Można dodać ciut mąki, gdy nie chce odchodzić od rąk mimo wypracowania. Następnie przekładamy do miski i nakrywamy serwetką, by w spokoju po tych zaserwowanych "męczarniach" - rosło sobie dalej.....
W tym czasie wyjmujemy ze śliwek pestki, obieramy z szypułek porzeczki.
Blaszkę do pieczenia o wymiarach 22 x 35 wykładamy papierem do pieczenia, przekładamy ciasto i jeszcze raz przykrywamy serwetką, by urosło.
W tym czasie do miski po cieście wsypujemy mąkę, cukier i dodajemy masło, ucieramy palcami do połączenia składników, by powstały grudki, które będą po upieczeniu pyszną i chrupiącą kruszonką.
 
Na wyrośniętym cieście układamy owoce i posypujemy kruszonką.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 C i piekę 35-40 minut góra -dół piekarnik elektryczny ( w gazowym może i 50 minut - trzeba popróbować).
 
Smacznego !







 
 
\
 
 
 
 
 
 

sobota, 21 czerwca 2014

Maślane ciasto z rabarbarem

Mam wyrzuty sumienia, prawie miesiąc i żadnego wpisu, ale mieliśmy intensywne spotkania poza domem i  wyjazd  3 dniowy trochę dalszy i było choróbsko, które się przypałętało i nie chciało mnie opuścić.
Dzisiaj powrót do uszczęśliwiania współmieszkańców i siebie poprzez smakołyki własnej roboty.
Padło na rabarbar, z reguły kwaśny i wydawałoby się, że tylko do kompotu nadający się ...

Tymczasem...
 
Składniki:

1 kg rabarbaru
350 g masła
350 g mąki pszennej
230 g cukru pudru
6 jajek
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią
szczypta soli

Wykonanie:
 
Rabarbar myjemy pod bieżącą wodą, odcinamy końcówki i nie obieramy (ładnie wygląda czerwona skórka w cieście, a po obraniu zostanie tyko bladozielony).



Kroimy na kawałki i zasypujemy 2 łyżkami cukru, aby osłodzić nieco kwaśność. Mieszamy i odstawiamy. Przed wyłożeniem do blachy, odlewamy nadmiar powstałego syropu.
Formę wykładamy papierem do pieczenia, piekarnik nagrzewamy do 190C z funkcją termoobiegu.
 
Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia i sodą oczyszczoną i szczyptą soli. Miękkie masło (najlepiej wyjęte z lodówki jakiś czas przed przygotowywaniem ciasta) ucieramy z cukrem pudrem i cukrem z prawdziwą wanilią  na puszystą masę. Ciągle mieszając dodajemy po jednym jajku. Następnie dodajemy partiami mąkę , mieszając drewnianą łopatką lub mikserem na niskich obrotach.
Połowę ciasta wykładamy na blachę, jest dosyć gęste, więc można rzucać kleksami z łyżki a potem rozsmarować. Teraz układamy odciśnięty z nadmiaru soku rabarbar a na wierzchu kleksami wykładamy resztę ciasta. 
Nie ma powodu do niepokoju, gdy będzie nam się wydawało, że ciasta jest za mało i nie możemy przykryć całego rabarbaru. Może wystawać miejscami, bo i tak podczas pieczenia lekko się zagłębi, a rosnące ciasto też go miejscami pozakrywa.
 
Pieczemy tak długo, aż ciasto nabierze brązowo-złotego koloru a drewniany patyczek wbity w środek będzie suchy po wyciągnięciu.
Ciasto ma wspaniały maślany posmak przełamany kwaśnością rabarbaru.
Można po ostudzeniu oprószyć cukrem pudrem.
 
 
 
 
SMACZNEGO !!!
 



wtorek, 27 maja 2014

Pomysł na taką pogodę jak dziś :)

Wieje, zimno, niby maj... ech, po tylu ciepłych dniach, dzisiaj szok termiczny dotknął wielu z nas. Temperatura obniżyła się o ponad 10 stopni. 
Zainspirowana przez Magdę Z. nabrałam ochoty na gofry z musem ze świeżych truskawek. Ciepłe, pachące, chrupkie a zarazem miękkie - to coś w sam raz na dzisiejszą pogodę.

Zakupiłam truskawki, zakupiłam średniej klasy gofrownicę, śmietanę 30 % do ubicia i do dzieła :)

 Przepis:
  • 1 i 1/2 szklanki mąki
  • 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 2 łyżeczki cukru pudru
  • 1 łyżka cukru waniliowego
  • 2 jajka 
  • 1/2 szklanki oleju roślinnego
  • 1 i 1/3 szklanki mleka
Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy proszek do pieczenia, sól, cukier i cukier waniliowy. Wszystko mieszamy, dodajemy żółtka jaj, olej (następnym razem wypróbuję masło rozpuszczone klarowane), mleko i miksujemy na gładką masę. Następnie ubijamy na sztywną pianę białka (lekko dosalamy) i mieszamy drewnianą łyżką z ciastem. Odstawiamy ciasto na 15 minut, by "spuchł glutem". 
W tym czasie kroimy truskawki na mus - 15-20 sztuk w talarki, kawałki - jakkolwiek -  i zasypujemy 3 łyżkami cukru pudru, dodajemy łyżeczkę soku z cytrtny, podgrzewamy przez 3-4 minuty, potem chwilka z blenderem i mamy gotowy mus do wypełnienia gofrów.
Rozgrzewamy gofrownicę na maxa i wlewamy ciasto, pieczemy 3-4 minuty. odkładamy na kratkę do odparowania i tak  smażymy do wyczerpania ciasta :) 

Pogoda za oknem nie stanowi już dla nas problemu, gdy pachną gofry i truskawki.
 Na śmietanę bitą nie wystarczyło czasu, poczeka do następnego razu. Będą niedługo jagody, maliny, wariacji na temat jest całe mnóstwo :)





Oczywiście musiałam zrobić ciasto z 2 porcji podanych wyżej.
Inaczej byłoby za mało :)

SMACZNEGO !

wtorek, 6 maja 2014

Goście w kuchni = dobra impreza :)

Spotkanie w gronie sympatycznych na ... Sympatycznej :) Banalnie brzmi, ale taka prawda :) Lubimy takie spotkania, bez okazji, żadne imieniny, urodziny, awanse czy -  jak kiedyś - opijanie nowej kanapy, nowego samochodu. Zwyczajnie, po prostu, z dnia na dzień i na telefon, już w trakcie spotkania ... Szkoda pisania, fotorelacja za chwilę z fantastycznie spędzonego 2 dnia maja:


 Gdzie kucharek sześć.... wiadomo, dlatego z naszej "6" kręciło i turlało 5 osób a ja pstrykałam :P





 


 



 





Zabawa była przednia, wino białe znikało w zastraszającym tempie -jak przysłowiowa woda - musimy to powtórzyć Moi Drodzy, bez dwóch zdań !!!