Liczba 69 jest sumą znaczeń liczb 6 i 9. Pierwsza symbolizuje natchnienie i pomysły pojawiające się w naszym umyśle w chwilach relaksu, odprężenia i wewnętrznej harmonii. Liczba ta przypomina również swoim znaczeniem o konieczności wybaczania. Druga reprezentuje stan osiągnięcia pełni w jakiejś dziedzinie. Związana jest z wysokim poziomem rozwoju intelektualnego, emocjonalnego bądź duchowego. Daje kontrolę nad własnym losem i wpływ na losy innych ludzi. Jej znaczenie związane jest z wynalazczością, pomysłowością i skutecznością. Jest to liczba zamykająca cykl.
Liczba 69—to także graficzne zobrazowanie znaku Raka.
Dla nas to także współczesne yin i yang. Chcielibyśmy aby właśnie takie były tu wpisy :)


poniedziałek, 4 stycznia 2016

Wigilijny sandacz

 Skoro powroty do pisania, to zacznę od Wigilijnego stołu. Od ostatniego wpisu sporo się nagotowało i sporo poeksperymentowało. Czasami połączenia smaków grały, czasami tworzyły symfonię, a czasami nadawały się do ....
 Na szczęście sandacz się udał i smakował i to nie tylko mnie :). Co do samej ryby w tradycji wigilijnego stołu, to przeszedłem chyba wszystkie etapy. Tradycyjnie ryba na ciepło, obok zupy jest podstawą tego świątecznego menu. Jeszcze u babci (nie)zasmakowałem w karpiu. Mimo wielu sposobów jego przyrządzania nigdy za nim nie przepadałem. Kiedy nadeszły czasy, że skupiliśmy się na spędzaniu Wigilii w rodzinnym domu, karpia zastąpił pstrąg. Tutaj czerpiąc z przepisu pozostałem przy tej potrawie lekko ją modyfikując. Pstrąg pieczony w naczyniu z pieczarkami i ziemniakami posypany wiórkami cebuli, to był mój smak przez wiele lat, oczywiście zawsze też grzybowa :)
  W tym roku tak się złożyło, że mogłem zaryzykować. Zostaliśmy w trójkę na wieczerzy, więc zarówno mama jak i żona wybaczyły by gdybym coś zepsuł. Sandacz to wyśmienita ryba, pamiętam ją jeszcze z czasów kiedy sam go łowiłem koło Twierdzy Wisłoujście czy w Sobieszewie.
  Ryba wybrana, teraz jak i z czym podać. Wigilijna potrawa nie może być przesadzona, zbyt wykwintna, no i ogranicza nas możliwość dodatków. Postawiłem na pieczone filety sandacza muśnięte sosem grzybowym z plastrami pieczonych buraków i pieczarce w całości (również pieczonej). Czego nam potrzeba:
- filety z sandacza
- duże pieczarki
- buraki
- sok z cytryny
- sól
- pieprz
- imbir
- kardamon
- lubczyk
- świeży rozmaryn
- masło czosnkowe
- 20 gram suszonych grzybów
- tymianek
- majeranek
- cukier

 Zacznijmy od buraków, w skorupkach do folii, 180 stopni i 1,5 godziny do pieca i gotowe. Nie solimy nie pieprzymy, same w sobie są bardzo smaczne. Przed samym podaniem obieramy, kroimy w plasterki i na chwilę do piekarnika.
 Rybę standardowo, umyć, posolić, skropić cytryną i do lodówki, przynajmniej na 2 godziny. U mnie były około 12 godzin, przyłożone do siebie stronami bez skóry. Jeśli aż tyle czasu w lodówce, trochę mniej soku z cytryny, ma ona właściwości palące delikatne mięso ryby, więc nie można przesadzić. Przed pieczeniem nacieramy pieprzem (świeżo mielonym), odrobiną imbiru, kardamonu i lubczykiem. Na koniec po plasterku masła czosnkowego i mamy półprodukt gotowy.
 Pieczarki, wycinamy nóżki, ale na tyle dokładnie, aby móc je ponownie osadzić. Po wycięciu, trochę soli, odrobina świeżo mielonego pieprzu, plasterek masła i zamykamy nóżkę. Półprodukt gotowy.
 Teraz sos, obawiałem się go najbardziej, nigdy jeszcze go nie robiłem i wiedziałem że nie jest łatwy. Nie można go było zagęścić, więc jedynym sposobem była maksymalna redukcja. Grzyby zalane wrzątkiem na parę godzin. Wlewamy wodę z grzybów do małego garnka i gotujemy, najpierw połowę. Grzyby kroimy w bardzo drobną kostkę i wrzucamy do wody. Odrobina soli, pieprzu, tymianku, majeranku i parę listków rozmarynu. Redukujemy, po czasie wlewamy resztę wody ze sparzonych grzybów, redukujemy dalej, aż będzie gęsto :) Na koniec na wyłączonym już "gazie" odrobina masła, masło oprócz zagęszczenia nadaje ładny połysk. Cukier, czemu się pojawił, zredukowany sos był aż cierpki, smaczny, pachnący ale jednak cierpki. Szczypta cukru załatwiła sprawę.
  Pieczemy. Piekarnik 180 stopni, na naczyniu żaroodpornym bez przykrycia układamy rybę i pieczarki. 25 do 30 minut i gotowe. Na wierzchu położyłem jeszcze gałązki rozmarynu, co za aromat i zapach. nie zapomnijmy o zagrzaniu buraków i sosu. Podanie, jak poniżej :





Smacznego, nie tylko na Wigilię :)

niedziela, 3 stycznia 2016

Makowiec doskonały

Różne makowce smakowaliśmy w życiu: mamy, babci, teściowej, sąsiadki i z cukierni. Ostatnio usłyszałam od cioci Joli, że mój jest o niebo lepszy nawet od tego z " Sowy". Trochę mi zajęło czasu stworzenie przepisu idealnego, z połączenia tych najlepszych, jakie fruwają w niezliczonych ilościach w necie. Clou makowca to oczywiście mak. Najlepiej mielony samodzielnie i nigdy, przenigdy gotowiec z puszki, ŻADEN ! Puszkowe niby - maki posiadają śmieci w postaci niby cukru, niby tłuszczu, niby miodu... emulgatory, substancje stabilizujące, aromaty identyczne z naturalnym, syrop glukozowo - fruktozowy...  Już cena puszki maku mówi sama za siebie, ale cóż, są rzesze nieprzekonanych i niech jedzą co chcą ;)
 Od 3 lat kupuję mak mielony BackMit, bez substancji konserwujących, świeży, po zmieleniu natychmiast zamykany. Pięknie pachnie po otwarciu a po dodaniu odpowiednich, prawdziwych składników  tworzy masę doskonałą. Makowce piekę dwa razy w roku: na Boże Narodzenie i na Wielkanoc. Zawsze cztery sztuki :)

 CIASTO DROŻDŻOWE:

- 1 kg mąki
- 1 szkl. cukru
- 1 szkl. mleka
- 250 g masła
- 10 dag drożdży
- 4 żółtka
- 1 łyżeczka soli
- kilka kropli zapachu waniliowego

MASA MAKOWA:

 - 1 kg maku BackMit
 - 1 litr mleka 3,2 %
 - 500 g cukru
 - 50 g cukru z prawdziwą wanilią
 - 125 g masła
 - 5 łyżek miodu ze sprawdzonej pasieki
 - 10 łyżek stołowych rumu w kolorze karmelowym
 - 100 g rodzynek 
 - skórka pomarańczowa
 - cynamon 
 - 4 białka

+ 1-2 dodatkowe białka do smarowania ciasta

PRZYGOTOWANIE:

Masę makową przygotowuję w przeddzień pieczenia makowców, żeby wszystko się dobrze "przegryzło". 
Do 5 litrowego garnka wlewam mleko, cukier, cukier z prawdziwą wanilią, masło, miód, rum, cynamon i rodzynki. Skórka pomarańczowa/cytrynowa może być, ale nie musi, może zostać do ozdobienia wierzchu ciasta. Całość krótko gotuję, dosypując po trochu mak, mieszam, aż masa napęcznieje. Cały czas smakuję masę, czy aby nie jest za mało miodu czy cukru. Można trochę dodać tego lub tego... 
Mam zawsze ... bardzo miły wieczór, po smakowaniu łyżkami tej masy...

Mak odstawiam do ostygnięcia pod przykryciem, chowam przed samą sobą, np. na taras, by za dużo nie zniknęło do następnego dnia :)

Ciasto drożdżowe:

Mleko podgrzewam, ale nie zagotowuję i rozpuszczam w nim drożdże z 1-2 łyżeczkami cukru. Przykrywam ściereczką i zostawiam do wyrośnięcia. 
Gdy drożdże nie pracują, nie rosną, to nie próbuję "mimo wszystko" dalej wykorzystywać ich do ciasta, bo "może się uda". Potem są zakalce, bo rzekomo stare drożdże i inne tłumaczenia... Można też zniszczyć drożdże, gdy użyte mleko jest za gorące lub za zimne... gdy nic nie wyrasta, wówczas kupuję nową paczkę świeżych drożdży "Babuni" i próbuję jeszcze raz.
W tym czasie gdy drożdże rosną, rozpuszczam w garnku masło i zostawiam do przestygnięcia. Żółtka ubijam z cukrem. 
Do dużej miski przesiewam mąkę, dodaję żółtka z cukrem, przestudzone masło, wyrośnięte drożdże, sól  zapach waniliowy.Wyrabiam ręcznie tak długo, aż wszystkie składniki się połączą i ciasto zacznie odchodzić od ręki. Tak przygotowane ciasto przykrywam ściereczką i odstawiam do wyrośnięcia.

Zajmę się teraz ponownie masą makową. Z pozostałych 4 białek ubijam pianę i delikatnie mieszam ją z masą makową.

Na stolnicę lub matę silikonową wykładam 1/4 część ciasta i rozwałkowuję cienki placek w kształcie prostokąta, smaruję delikatnie białkiem i wykładam masę makową, którą też smaruję delikatnie białkiem, by mak nie odchodził od ciasta po upieczeniu.
Zawijam ściśle makowca, przekładam na wysmarowany masłem pergamin, zawijam delikatnie rogi nad ciastem, pozostawiając luz na wyrastanie.
Odstawiam w ciepłe miejsce, by jeszcze trochę podrosły i zabieram się za koleje makowce, wykorzystując całe ciasto i cały mak. Powinny wyjść z tych składników 4 sztuki.
Ustawiam piekarnik  na 180 stopni C i piekę około godziny, do zbrązowienia skórki z wierzchu.

Można zrobić lukier: 150 g cukru pudru, 2-3 łyżki soku z cytryny i 1-2 łyżki gorącej wody.

Posypać skórką pomarańczową lub płatkami migdałowymi.

Gdy mam zamiar zamrozić makowca, wówczas nie robię lukru, bo popęka w zamrażalniku.


Smacznego !!!











sobota, 9 maja 2015

Cukinia - zapiekanka

Cukinię można grillować, smażyć, albo zapiec np. z nadzieniem z sera koziego. Szybki obiad w paręnaście minut. Polecam Paniom i Panom też, mąż nawet spróbował :)

Składniki:
1 cukinia
1 pomidor malinowy (najlepiej małe koktajlowe, ale nie miałam :( )
2 ząbki czosnku
ser kozi
oliwa z oliwek
zioła prowansalskie

Przygotowanie:

Cukinię myjemy, przecinamy wzdłuż i łyżką wydrążamy gniazda nasienne.
Następnie smarujemy oliwą wnętrze "łódki" i oprószamy ziołami prowansalskimi.
Rozgrzewamy piekarnik góra - dół do 180 C.
Ser kozi kroimy w kostkę, obtaczamy w ziołach i układamy na cukini, tak samo pomidor - kroimy w kostkę i kładziemy na serze. Czosnek najpierw miażdżymy, potem drobno kroimy i dodajemy na wierzch. Całość posypujemy ziołami.

Pieczemy ok. 15-20 minut i gotowe :)
SMACZNEGO !




poniedziałek, 23 lutego 2015

Wirus

Minęło już trochę czasu, na tyle dużo, że mogę o tym co mnie spotkało pisać mniej emocjonalnie. Tak mi się przynajmniej wydaje. Bynajmniej.
Mamy luty, sezon grypowy, wirusowy i przeziębieniowy, nic dziwnego, że dopadło i mnie, wszak tylko złego licho nie bierze.
Nie byłoby w historii, którą chcę opowiedzieć nic zdrożnego, gdyby nie moja wizyta w przychodni lekarskiej w ramach Nocnej Obsługi Chorych.
Była środa w ubiegłym tygodniu, godzina 5 rano…targał mną uporczywy kaszel z jednoczesnym wysiękiem z nosa, bólem uszu, głowy, ogólnym rozbiciem i temp. 35C. Decyzja: jedziemy do lekarza.
Pan Doktor na powitanie zapytał sarkastycznie: - A co to, pociąg przyjechał ? – będę nazywała go od teraz konowałem.
Konował powiedział tak, gdyż został wyrwany ze snu przez pacjentkę przede mną a zaraz po jej wyjściu weszłam ja…
Zapytał co dolega, zbadał i stwierdził, że gdyby nie pani przede mną z bólem pleców, to musiałby się zemścić za moje najście z takim niby – czymś.
Przepisał mi antybiotyk moloxin i eurespal w tabletkach na kaszel, syrop hamujący kaszel oraz cerutin.
Ja: – Czy to bakteryjne czy wirusowe ?
Konował: - Wirusowe, bo bolące gardło jest bez zmian.
Ja: - Przecież antybiotyk nie zwalcza wirusów, prawda ?
Konował: - No niee, haha  ! Ale to pomoże ! J
Mhm…kierunek apteka, realizacja recepty. W domu czytam ulotkę: MOLOXIN należy stosować tylko wówczas, jeżeli uzna się, że nie jest właściwe zastosowanie innych leków przeciwbakteryjnych:
- zaostrzenie przwlekłego zapalenia płuc;
- pozaszpitalne zapalenie płuc;
- ostre bakteryjne zapalenie zatok.
??? U mnie tylko wirus … co otrzymam, gdy naprawdę ciężko zachoruję, skoro teraz miałam przyjąć tak silny antybiotyk. O skutkach ubocznych nie wspomnę, bo elaborat byłby olbrzymi.
Czytam drugą ulotkę: EURESPAL i info o skutkach ubocznych, o tym, że tylko w Polsce i jeszcze gdzieś jest lekiem dopuszczonym a w pozostałych krajach wycofany !
ZEMSTA KONOWAŁA ZA POBUDKĘ !
Od razu lepiej się poczułam, ze strachu – tak mam – wykonałam telefon do apteki, tutaj blef, że zapomniałam, że mam uczulenie na składniki zarówno moloxinu jak i eurespalu – decyzja: wyjątkowo możliwy zwrot.
Uff, po południu wizyta u lekarki rodzinnej – absolutnie antybiotyku na taki stan, leżenie, dużo picia J (2-3 litry), Pecto Drill na pozbycie się powstałego kaszlu i żadnych syropów hamujących kaszel !
Jest lepiej, konował próbował się zemścić za zarwaną noc w pracy, nie udało się, ale jak będzie następnym razem ? ! Życzę Wam i sobie, aby nie było następnych razów.
Tymczasem przepis męża na wirusa jest taki: Podgrzać piwo, dodać miód, sok z cytryny i drobno posiekany, świeży imbir… POMAGA !

I jeszcze to:
http://medyczka.pl/eurespal-opinie-596

.... lekarka rodzinna też pokiwała głową - "na nie" jak jej wspomniałam o eurespalu :(

sobota, 21 lutego 2015

Sałatka surimi

Już o tym wspominałam, że nie lubię marnować żywności...stąd też pomysł na wykorzystanie pozostałych po kręceniu sushi - paluszków o smaku krabowym - surimi. Nie wiem, czemu tak lubię ten produkt, ani w nim za wiele ryby a tym bardziej kraba za to wyczuwam coraz więcej cukru (chociaż cukier pewnie za drogi, jakaś substancja słodząca musi być, baaardzo niezdrowa, a jak ! ) 
Potrzebne składniki to:
  • makaron ryżowy
  • kilkanaście paluszków surimi
  • ogórek świeży
  • ananas z puszki
  • koperek
  • majonez
  • sól i pieprz do smaku




Makaron jest bardzo długi. więc żeby nie było problemu z jedzeniem, łamiemy go na kilka części lub przecinamy nożyczkami (najlepiej kuchennymi a nie takimi, którymi podcinamy... coś tam ;)...
Następnie zalewamy go wrzątkiem na kilka minut lub gotujemy 5-6 minut w zależności od przepisu podanego na opakowaniu.  Odcedzamy, przepłukujemy zimną wodą i odstawiamy do przestudzenia.
Dodajemy odsączone kawałki ananasa, pokrojonego w kostkę ogórka i pocięte  w cząstki paluszki - nazwijmy je ładnie - krabowe :) Makaron ryżowy jest mdły i bez smaku, więc musimy dobrze doprawić całość pieprzem i solą.
Dodajemy 1-2 łyżki majonezu, trochę soku z zalewy ananasowej i dokładnie mieszamy. Na wierzchu posypujemy obficie posiekanym koperkiem. Schładzamy w lodówce.
U nas w domu  tylko Rafał ze mną je tę sałatkę, ani Maciek ani Mariusz nie dają się skusić. Trudno, nie nalegam, więcej dla nas :)
Zdaję sobie sprawę z marności tego przepisu, ale czasami jak coś nam zostanie, warto zrobić takie właśnie proste danie będące odmianą dla kanapeczek z serem i pomidorem :)

Smacznego !






środa, 18 lutego 2015

Łosoś marynowany w soku z pomarańczy

 Dawno nie pisałem, ale w końcu mnie naszło i coś skrobnę. Ten przepis miałem już zamieścić zaraz po świętach, ale musiałem sprawdzić, czy aby na pewno warto i sporządziłem to danie raz jeszcze, sprawdzając na konsumujących czy warto :)
 Pomysł pojawił się przed Wigilią, miałem zrobić "drugą" rybę, bo pierwszą był karp, za którym nie przepada dziadek. Ponieważ cała kolacja była u nas, szukałem czegoś co nie zajmie dużo pracy w natłoku innych obowiązków.  
 Dobra zaczynamy od składników, po pierwsze łosoś, najlepiej filet bez skóry, jeśli ze skórą, radzę zdjąć, łatwiej przechodzi marynatą. Pomarańcze, a właściwie sok z nich wyciśnięty, gruba sól i pieprz świeżo mielony, oraz goździki.Spytacie tak niewiele, odpowiem tak, to wystarczy.


Łososia kroimy na właściwe kawałki, posypujemy solą i pieprzem i układamy w naczyniu, zalewamy sokiem z pomarańczy i wsypujemy goździki. Odstawiamy do lodówki na 2 godziny.


 Po tym czasie wyciągamy gada z lodówki, zlewamy sok, pozostawiając mgiełkę na spodzie. Wstawiamy do nagrzanego do 130 stopni piekarnika na 10 do 15 minut, w zależności od grubości fileta. Krótko, ale łosoś po pobycie w marynacie jest już lekko "ugotowany" :)


 To wszystko. Prosto, bez zbędnych bajerów i czynności, a smak naprawdę przedni. Choć nie jestem smakoszem owoców doprawiających mięsa, nawet rybie, to to połączenie zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Ryba jest smaczna z lekkim aromatem i posmakiem pomarańczy, a do tego soczysta.
Smacznego.
 

poniedziałek, 9 lutego 2015

Chałka - Miruchałka :)

Spontanicznie, bez zbędnych przygotowań, powstała wczoraj pierwsza chałka - Miruchałka :)
A wszystko z żalu, przed mającą zmarnować się odrobiną drożdży po przygotowaniu 4 krążków pizzy. 

Ze 100 g kupionych drożdży do pizzy użyte zostało 60 g... reszta z reguły dokonywała żywota wysychając na lodówkowej półce ... ale nie tym razem :)
Przechodząc do konkretów, podaję co potrzeba:

  • 40 g drożdży :)
  • 200 ml mleka
  • 500 g mąki
  • 60 g cukru
  • szczypta soli
  • 100 g masła
  • 16 g cukru wanilinowego lub z prawdziwej wanilii
  • 2 jajka + białko

Do wykończenia chałki Miruchałki:

  • 1 żółtko
  • 1 łyżka mleka
  • migdały blanszowane,siekane (do kupienia np.w Auchan)
Wykonanie:

Wszystkie składniki powinny mieć temperaturę pokojową, wyjmujemy je z lodówki ok. 1 -2 h przed przystąpieniem do pracy. Nawet mąka powinna być "ogrzana" nie za zimna, ale nikt z nas nie trzyma jej w chłodnej komórce tylko z reguły w szafce kuchennej...
Drożdże kruszymy i rozpuszczamy w lekko podgrzanym mleku (100 ml) - pozostałe 100 ml "ogrzewa się" na blacie kuchennym w szklance.
W dużej misce mieszamy przesianą mąkę, cukier i sól. Robimy dziurkę w kopczyku i zalewamy mieszanką mleka z drożdżami.Mieszamy lekko łyżką, przykrywamy lnianą ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 15 - 20 minut do wyrośnięcia. Ja wstawiam taką mieszankę do piekarnika, gdy był lekko ciepły po pieczeniu pizzy...Do zimnego też można, ale konieczne jest przykrycie z góry ściereczką.
Teraz możemy rozpuścić masło i lekko je przestudzić. 
Gdy minie wyznaczony czas wyrastania ciasta, wlewamy przestudzone masło do masy, dodajemy pozostałe na blacie kuchennym 100 ml mleka, cukier wanilinowy bądź z prawdziwą wanilią oraz jajka i białko.
Wyrabiamy ręcznie ciasto na gładką, elastyczną masę, odchodzącą od rąk.
W zależności od rodzaju mąki -  i wielu innych czynników, o których nie mam pojęcia -  należy podsypywać trochę mąki, gdy masa klei się zanadto... moja akurat była bardzo puchata i musiałam sporo podsypać, zanim uzyskałam pożądaną gęstość ciasta. W tym cała sztuka, by nie zostawić za rzadkiego albo nie przedobrzyć i nie zrobić twardej skały....

Gdy już jesteśmy pewni, że to jest to :) odkładamy ciasto ponownie do wyrośnięcia na 25-30 minut. (Moje - znów do piekarnika).
Następnie wykładamy ciasto na stolnicę lub matę silikonową, podsypujemy lekko mąką, by się nie kleiło i dzielimy na 6 części. Zwijamy z nich długie rurki (prawie jak ciasto na kopytka) i następnie 3 rurki - wałki sklejamy u góry a dalej zaplatamy jak warkocz -  mamy jedną chałkę  - Miruchałkę gotową. Z pozostałymi 3 rurkami robimy tak samo. 
Włączamy piekarnik na 200 C.
Warkocze przekładamy do blachy wyłożonej papierem do pieczenia i rozdzielamy zwiniętym papierem, żeby się nie posklejały.
Znowu przykrywamy ściereczką na 10 minut, by trochę podrosły, już nie do piekrnika, bo ten się grzeje.
Tuż przed włożeniem do pieczenia smarujemy wierzch ciasta roztrzepanym żółtkiem z mlekiem i posypujemy migdałami (można makiem,sezamem, co kto lubi). Pieczemy 25 minut góra - dół, sprawdzając suchym patyczkiem w 25 minucie, czy nie ma nic wilgotnego. Gdy patyczek jest suchy,  wyjmujemy i czekamy aż przestygnie - u mnie z reguły ten moment trwa bardzo krótko - muszę spróbować i już ! :)

Wybornie smakuje z zimnym mlekiem, kawą zbożową, posmarowana masłem, dżemem lub też wytrwanie  -  z serem żółtym.... 
SMACZNEGO !